To pierwsza książka, którą miałam zamiar przeczytać w ramach wyzwania Literatura na peryferiach. Niestety, poniosłam klęskę i poległam po pierwszej części. Biorąc pod uwagę to, książek, na różnych stosikach tu i tam, wciąż rośnie a czasu jakby ubywało, niestety tym bardziej szkoda mi go tracić na coś, co po przeczytaniu 150 stron nadal mnie nie wciągnęło.

Książka podzielona jest na dwie części, z czego pierwsza opowiada o życiu, a druga o życiu po śmierci, młodej, niedoświadczonej wampirzycy o imieniu Jerne. Mieszka ona w małym mieszkanku na poddaszu starej kamienicy w Budapeszcie. Dzieli je ze swoją wiecznie młodą i wiecznie nienasyconą babką, która niezmiennie stara się namówić wnuczkę do tego aby zaczęła się posilać ludzką krwią, co ma jej przynieść wieczną młodość i urodę. Jednak marzenia Jerne są inne, mianowicie chciałaby ona wydać swoją serię bajek o króliku Inicjatywie, które to usilnie pisze w trakcie przerw w pracy. A pracuje w nowopowstałym wydawnictwie Elektra i S-ka, w którym dyrektorem jest Norma-Elektra, a ową S-ką jej mąż Jeremak. Swoją drogą, z tego co wywnioskowałam Jerne ludzkiej, i zresztą nie tylko ludzkiej, krwi się po prostu brzydzi. Pojawia się też jej kolega ze szkoły, Sami… Ale właściwie, czy to ważne?

Zdecydowanie zraziłam się do literatury węgierskiej. Miało być inteligentnie  i zabawnie, a moim skromnym zdaniem wyszło mdło i nudno.

Niestety, nie polecam.

Ocena: 2/6