Dzięki skprzypaczce Reginie mamy okazję poznać historię jej wuja – Daniela, który w czasie drugiej wojny światowej trafił do jednego z podobozów Auschwitz. Sama Regina, wówczas trzyletnia dziewczynka, została uratowana dzięki temu, że niektórym Niemcom udało się zachować choć odrobinę dobrego serca.

Sam Daniel początkowo podający się za stolarza, w końcu stając w obronie innego więźnia decyduje się przyznać do prawdziwego zawodu. Od tej pory jego zadaniem staje się stworzenie skrzypiec idealnych, a przy zadaniu tym Danielowi udaje się zapomnieć o całym świecie, a przede wszystkim o niezbyt kolorowej otaczającej go rzeczywistości. Między hitlerowcami zaś powstają zakłady dotyczące czasu i jakości wykonania tytułowych skrzypiec, od których to zakładów zależeć będzie życie lutnika.

Naczytałam się wcześniej tylu pochlebnych recenzji, że nastawiłam się na naprawdę pasjonującą powieść pokazującą trudy obozowego życia. I klops, bo dostałam książkę bardziej o skrzypcach niż o obozie i w moim przypadku zaskutkowało to brakiem wzruszeń, wciągnięcia i w ogóle jakichkolwiek emocji, może poza złością, bo zła jestem na siebie, bo przecież pieniądze wydane na tą książkę mogłam zagospodarować dużo lepiej.

Mam nieodparte wrażenie, że tutaj Auschwitz jest tylko tłem. Elementem, który miał posłużyć autorce jako taki niezbędnik do tego, by książka dobrze się sprzedała, bo obozy to przecież chwytliwy temat. I mimo, że książka wzbogacona została autentycznymi dokumentami dotyczącymi chociażby kar jakie mogli dostać więźniowie, to samemu wizerunkowi obozu jakoś tej autentyczności brak. Najbardziej jakoś utkwiło mi w pamięci to, że Daniel już podczas pierwszego dnia (!) w Oświęcimiu bał się, że pod prysznicem zamiast wody spłynie na niego śmiercionośny gaz.

Sama postać lutnika też mi niestety nie podeszła. Za mało w nim uczuć, emocji, strachu przede wszystkim. Za mało głębi. Nie wspomnę już o reszcie postaci, które zostały tu ledwo co nakreślone. Sama akcja też wydaje się zawierać jakieś luki. Dodatkowo strasznie denerwowało mnie przechodzenie ni z tego ni z owego z narracji trzecio- na pierwszoosobową i z powrotem.

Ja niestety ogólnie jestem nieprzekonana, ale jeśli ktoś chciałby przeczytać niewymagającą, w dodatku niewielką objętościowo, a więc nie zabierającą zbyt wiele czasu książkę to właściwie czemu nie?

Ocena: 3/6

Maria Angels Anglada, Skrzypce z Auschwitz, Warszawa, MUZA SA, 2010.