Zdecydowanie tego mi było trzeba. W takie upały przydają się doskonale takie właśnie książki. Napisane z polotem, w zabawny sposób, dostarczające mnóstwa rozrywki, a jednocześnie nie zmuszające do najmniejszego wysiłku intelektualnego.

Na ulicach Pragi zaczynają się dziać dziwne rzeczy, zostają znalezione zwłoki dwóch prostytutek i bezdomnego, na szyjach mają ślady po ugryzieniach. Robota młodych, nowonarodzonych wampirów czy wojny starych wyjadaczy? Ber, policjant-niedźwiedziołak zwraca się z prośbą o pomoc do Kristiny Salo, wampirzycy wychowanej na ulicy, Dziecka Dnia i głównej bohaterki powieści, której będziemy towarzyszyć przez całe śledztwo.

U Neomillner wampiry są na wskroś… wampirze. To uciekające przed słońcem krwiożercze bestie, nie żadne tam ulizane, grzeczne stworzonka błyszczące w pełnym słońcu. Na ludzi patrzą z pogardą, a jeśli już powstrzymują się przed zaspokojeniem własnych pragnień to raczej w powodu okoliczności (ciężko byłoby strażnikom nie zauważyć, że ktoś nie wyssał krwi ze spokojnie śpiącej współwięźniarki, prawda?) niż z jakichkolwiek przejawów ludzkich odczuć, że już o litości nie wspomnę… 

I w tym gronie tylko główna bohaterka jakoś się wyróżnia. Ze względu na to, że jej przemiana nie przebiegła zgodnie z planem może spacerować za dnia, a czasem nawet zjeść coś normalnego, choć niekoniecznie jej to smakuje. Mimo tego, że stała się Dzieckiem Dnia do człowieka nadal jej daleko, krew najbardziej lubi na ciepło, a najlepiej gdy może ją wyssać z jakiegoś młodego ciałka, wcześniej… ekhm, powiedzmy odpowiednio wykorzystanego.

Świetne są te postacie czeskiej autorki, tym bardziej, że nie ograniczyła się ona tylko do wampirów. Świetna jest Praga przez nią przedstawiona, która okazuje się miastem pełnym ciemnych zakamarków, podejrzanych barów, brudu i zdezelowanych ludzi, pełnym willi ożywających tylko nocą*. Dodatkowo plusem stał się dla mnie język: prosty, potoczny, pełen wulgaryzmów, które akurat w tą powieść doskonale się wpasowują. Tak więc akcja przebiega w zatrważającym tempie, trup ściele się gęsto, a Neomillner nie daje się czytelnikowi nudzić nawet przez chwilę. 

Mam ogromną nadzieję, że i w Polsce doczekamy się wydania kolejnych części cyklu. Niecierpliwie na nie czekam.

Petra Neomillner, Słodka jak krew, Lublin, Fabryka Słów 2009.

*Tekst z okładki.