Czy po samym zapachu da się określić, gdzie, w jakim kraju, a może nawet mieście właśnie się znajdujemy? Pamiętam, że gdy byłam młodsza, ilekroć wracaliśmy z wakacji, rodzice po zapachu wyczuwali, że za chwilę wjedziemy do Wrocławia, bo już czuć… smród spalin. Do dziś nie wiem, ile w tym było prawdy, ja nigdy nie wyczuwałam tej różnicy. Wyczuwam ją natomiast będąc z dala od miasta, nad morzem, nad jeziorem, ba, wyczuwam tę różnicę w powietrzu siadając chociażby na działce, wchodząc do parku. Ale ja przecież nie o sobie miałam…

Świat w zasięgu nosa to zbiór dziewięciu wywiadów i ciekawostek wyciągniętych z dziesiątego, który jednak nie został opublikowany w całości. Wśród rozmówców właściwie same sławy. I tak, Robert Makłowicz opowiada o aromatach Skandynawii, Włoch, Francji czy Słowenii, która okazuje się być prawdziwym tyglem zapachowym. Wojciech Cejrowski, jak zwykle z humorem, przybliża nam woń amazońskiego deszczu, drewnianego dymu czy gazety, którą pachnie poranna Kolumbia. Martyna Wojciechowska zabiera nas w podróż do Azji, próbując przybliżyć jej specyficzny zapach… religijności. Urszula Dudziak mówi o tym, jak w samym centrum Manhattanu udało jej się poczuć odrobinkę Tatr i jak to możliwe, że swąd tragedii z 11 września rozwiał się po całym Nowym Jorku. Beata Pawlikowska zdradza w jaki sposób przechowuje w domu zapachy przywiezione z podróży. Mateusz Kusznierewicz opisuje woń powietrza, unoszącego się nad oceanami. Wiktor Bater przyznaje, że w rosyjskiej restauracji ciężko jest wyczuć zapach spożywanej właśnie potrawy, gdyż wszystko przesiąknięte jest papierosowym dymem. Artur Orzech udowadnia, że Bliski Wschód to nie tylko pachnący bukiet kwiatów i przypraw. Jarosław Kret natomiast opowiada o tym, jak to na Madagaskarze udało mu się odnaleźć aromat polskiego chleba z lat 50. 

To wszystko może brzmieć ciekawie i pachnąco, czegoś mi jednak w tej książce zabrakło. Po takim tytule spodziewałam się odrobinki magii. Tego, że rozmówcy dadzą radę opisać te wszystkie zapachy w taki sposób, bym ja, siedząc w zaciszu własnego pokoju, była w stanie je poczuć. Zachwycić się nimi, zachłysnąć. Bym rozmarzyła się przy zapachu porannej kawy, wiatru znad oceanu czy świeżo wypieczonego chleba. Albo bym wzdrygnęła się chociażby na myśl o wszechogarniającym zapachu cebuli, której naprawdę nie cierpię. Nic takiego się nie stało, żadnych emocji nie było. Świat w zasięgu nosa przeczytałam szybko, to fakt, zresztą myślę, że spory wpływ na to miała dość duża czcionka, ale myślę, że w tym przypadku wygrywają książki napisane osobiście przez Cejrowskiego czy Wojciechowską.

Katarzyna Skawska, Krzysztof Świdrak, Świat w zasięgu nosa, Warszawa, National Geographic 2009.