Próbowałam zacząć tę notkę na różne sposoby, ale wybaczcie, muszę powtórzyć za wydawcą: orzechy zostały skradzione! Obrzydliwi złodzieje! Zbójeckie paskudy!* Wiewiórka Waleria była wstrząśnięta. Była zniesmaczona. Kurczę, co tu dużo mówić, Wiewiórka Waleria była absolutnie, ale to absolutnie wściekła! Sami sobie wyobraźcie… 204 skrupulatnie zbieranych malutkich, smaczniutkich orzeszków. To naprawdę całkiem spora część zimowych zapasów. Jakże bez nich będzie można przeżyć tę okrutną porę roku? I kto mógł być tak bezczelny, by po prostu wejść i zabrać je wszystkie? Wszystkie! Co do jednego. Złodziejscy obrzydliwcy!* Tą sprawą mógł się zająć wyłącznie Komisarz Gordon. Ale czy sam na pewno da radę?

PierwszaSprawa

Bardzo szybko okazuje się, że Wiewiórka Waleria nie jest jedyną poszkodowaną, a orzechy zostały skradzione także z innych miejsc, bo w niedługim czasie Komisarz Gordon przyjmuje zgłoszenia od orzechówki, leśnej myszki i sójki. Podejrzanych jest mnóstwo, śnieg skutecznie myli wszelkie tropy, a choć pierwszy złoczyńca zostaje złapany stosunkowo szybko, to okazuje się, że także w świecie zwierząt nic nie jest czarno-białe, a niektóre zbrodnie są znacznie łatwiejsze do usprawiedliwienia niż inne. Wszystko bowiem, moi drodzy, zależy od motywu, a szukając przestępcy można równie dobrze trafić na przyjaciela, który idealnie nada się na naszego pomocnika, gdy sami nie dajemy już rady.

Komisarz Gordon i jego znaleziona zupełnie przypadkowo asystentka Paddy nie tylko wzbudzają sympatię, ale moim zdaniem doskonale obrazują dwa typy pracowników. Starszy policjant jest już totalnie zmęczony swoją pracą i choć teoretycznie wypełnia swoje obowiązki dokładnie i sumiennie, to na wiele rzeczy brakuje mu już energii i najchętniej zamknąłby się na swoim cieplutkim posterunku, zamiast na przykład sterczeć godzinami w śniegu czyhając na najmniejszy błąd złodzieja. Co innego Paddy – ona w przeciwieństwie do swojego szefa ma pełno zapału charakterystycznego dla tych, którzy stawiają w zawodzie pierwsze kroczki. Pełna energii najchętniej śledziłaby złoczyńców od rana do nocy, nie zważając na żadne przeciwieństwa, a już na pewno niestraszne jej niesprzyjające warunki atmosferyczne.

Czytaliście kiedyś kryminał dla dzieci? Jeśli nie, to bez względu na wiek koniecznie musicie to nadrobić. Ja przy tej lekturze bawiłam się setnie, bo bohaterowie stworzeni przez Ulfa Nilssona są po prostu nadzwyczajni, każdy na swój sposób wyjątkowy, a koniec końców wszyscy bardzo, bardzo ludzcy. Zapewniam, że przez większą część książki uśmiech nie będzie schodził z waszej twarzy, bo Ulf Nilsson nie stroni od żartów słownych i sytuacyjnych, tworząc w ten sposób nie tylko doskonałą rozrywkę dla najmłodszych, ale także puszczając oko do dużo starszych czytelników. Całości dopełniają urocze ilustracje Gitte Spee.

Ulf Nilsson, Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2018

*s. 3