Jeśli czytaliście dzieciom (albo i sobie, kto wie) wszystkie poprzednie książki o Noim, to raczej na Powrót wieloryba nie muszę was namawiać. Natomiast, jeśli ich nie czytaliście, to na spokojnie możecie sobie od najnowszej książki Benjiego Daviesa zacząć, a resztę narobić w międzyczasie. Bo że nadrobić musicie (i będziecie chcieli), to pewne.

Noi mieszka z tatą i gromadką kotów na maleńkiej wyspie. To właśnie tam poznał pewnego lata małego, wyrzuconego na brzeg wieloryba. To tam oswoił go i pozwolił mu odejść. Gdy nadchodzi zima, a połowy ojca stają się coraz bardziej niebezpieczne, wystarczy jeden wieczór, by świat chłopca stanął na głowie. Pewnego razu tato zdecydowanie zbyt długo nie wraca do domu, więc Noi postanawia poszukać go na własną rękę, co dla małego chłopca wcale nie jest takie łatwe, zwłaszcza, że nocne, skute lodem morze nie wydaje się już zbyt przyjazne. I wtedy właśnie zjawia się on – wieloryb, któremu Noi kiedyś pomógł.

Siłą tej książki (jak i poprzednich książek Daviesa) jest nie tylko ważna i skłaniająca do refleksji treść, ale i ilustracje, które zachwycą zarówno małych, jak i tych większych czytelników. Tak jak w poprzednich opowieściach o Noim, tak i tutaj tekstu mamy niewiele, ale wystarczająco do tego, by Powrót wieloryba stał się chwytającą za serce historią o tęsknocie i przywiązaniu oraz o niezwykłej sile przyjaźni. Bo przyjaciel wcale nie musi stać obok nas na co dzień, wystarczy, by zjawił się w chwilach największego zwątpienia i strachu, a wtedy wszystko staje się znacznie łatwiejsze.

Benji Davies, Powrót wieloryba, Kraków, Znak Emotikon 2020