Jeśli podczas wspólnego czytania lubicie się pośmiać, a podejrzewam, że większość dzieci (i dorosłych) lubi bardzo, to mam dla was idealną propozycję – książkę zabawną, pełną humoru, taką, przy której będziecie się dobrze bawić bez względu na wiek, a jednocześnie wcale nie głupią i niosącą bardzo ważne przesłanie dla najmłodszych. Poznajcie Wincentego – kota, który bardzo chciał dołączyć do wspaniałego klubu Kotylionów.

Czym tak naprawdę jest ów klub? Otóż to bardzo ekskluzywne stowarzyszenie absolutnie miaulepszych kotów, które dostawały zaproszenia na najlepsze wydarzenia towarzyskie, jadały w najwytworniejszych restauracjach oraz brały udział w najelegantszych balach. A ponieważ Wincenty od zawsze był kotem bardzo wytwornym i nie brakowało mu absolutnie niczego, poza prawdziwymi przyjaciółmi, to też postanowił zaprosić członków klubu do swojego pięknego domu na wyśmienitą kolację, by przekonać panią Kotkowską oraz Oskara i Remigiusza, że jest godzien, by przystąpić do ich towarzystwa. Cóż, mimo wszelkich starań okazało się, że klub Kotylionów jest prawdopodobnie jednak zbyt ą-ę, zaś prawdziwa przyjaźń może do nas przybyć zupełnie bez zaproszenia, totalnie brudna i skołtuniona.

Oparta na żartach słownych i sytuacyjnych krótka opowieść o mającym wszystko kocie Wincentym i niemającym niczego, może poza ogromnymi zasobami niezwykłej radości i ufności, szczeniaka Kołtuna skradnie niejedno małe (i duże) serduszko. Poza tym, że to historia pełna humoru, dostarczająca mnóstwa rozrywki, to jest to też całkiem mądra opowieść o przyjaźni, tym, że warto być sobą i wcale nie trzeba wpasowywać się w żadne ramy po to tylko, by należeć tam, gdzie niekoniecznie czulibyśmy się dobrze. Czekamy na kolejne części.

Nicola Colton, Wincenty i Kołtun, Warszawa, Zielona Sowa 2020