Czytanie o krzywdzie wyrządzonej ludziom zawsze wywołuje ogrom emocji, ale jeśli to krzywda skierowana w stronę dzieci, to boli jakby jeszcze bardziej. Nie da się tej książki czytać bez wzruszenia, bez mimowolnego zaciskania pięści, bez poczucia niezrozumienia i przekonania o tym, że to wszystko nigdy nie powinno się wydarzyć.

Dziś mam osiemdziesiąt osiem lat, patrzę na świat, który mnie otacza, i jestem nim wstrząśnięta. Ludzie zachowują się tak, jakby nie wiedzieli, że właśnie podobne zachowania i podejście do życia panowały podczas II wojny światowej. Widzę brak szacunku, zrozumienia i nienawiść – absolutnie z każdej strony. Jak tak dalej pójdzie, z całą pewnością znów wybuchnie wojna. Pamiętajcie, że zmienić ten świat można tylko dobrocią i wzajemnym szacunkiem.*

Dzieci z Pawiaka to książka napisana na podstawie wspomnień dziś sędziwych już ludzi, którzy jako dzieci spędzili kilka dni, tygodni czy miesięcy w największym gestapowskim więzieniu. Część z nich nie była nawet świadoma miejsca, w którym się znajduje, część natomiast trafiła na Pawiak wiedząc doskonale z jakich powodów się tam znaleźli i co może ich tam spotkać. Z dokładną wiedzą o tym, co i jakimi sposobami będzie się próbowało z nich wyciągnąć. Z poczuciem, że od tego, co powiedzą lub czego nie powiedzą, zależeć będzie życie nie tylko ich, ale również innych ludzi. Ze całą świadomością tego, że więzienie może być ich ostatnim przystankiem.

Anna urodziła się na Pawiaku, krótko po aresztowaniu jej matki, wziętej do niewoli tylko dlatego, że gestapo nie było w stanie znaleźć jej działającego w konspiracji męża. Jan trafił do więzienia mając zaledwie trzy miesiące. Jego ojciec zginął w Auschwitz, on sam na Pawiaku spędził prawie dwa lata, nie znając innego życia, postrzegając to miejsce jako dom, o którym sam mówił tak:

Pawiak był dla mnie naturalnym środowiskiem. Cela była domem, jedynym, jaki znałem, jaki bym poznał, gdybym został rozstrzelany z mamą na placu pod więzieniem. Tłok w celu, szepty, szmery, płacz dzieci… To był mój dom, moje podwórko, moje wczesne dzieciństwo. Dopiero po latach zdałem sobie z tego sprawę.**

Janina miała zaledwie dziesięć lat, gdy zaczęła działać w konspiracji, gdy skończyła dwanaście została zaprzysiężona i rozpoczęło się jej szkolenie na łączniczkę. Gdy miała czternaście trafiła na Szucha, gdzie była przesłuchiwana łącznie aż dziewięć razy. Danuta właśnie miała zdawać tajną maturę, gdy wraz z kilkoma innymi maturzystkami oraz nauczycielkami stanowiącymi komisję maturalną została aresztowana i trafiła na Pawiak. Ostatecznie maturę zdała właśnie tam, szeptem, po cichu, podczas kilku krótkich spacerów na spacerniaku. Marek do więzienia trafił wraz z rodzicami i starszym bratem Krzysztofem. Stamtąd został przewieziony do obozu w Stutthofie, skąd wyszedł dopiero po wyzwoleniu.

Zbrodnia Niemców nie tylko skupiała się wokół mordów, bestialskich przesłuchań, głodzenia ludzi i zamęczania ich w ciężkich pracach. Oni zabili we mnie człowieka. I nie tylko we mnie. Bo przecież tysiące współwięźniów odczuwało to w podobny sposób. Zabili w nas pierwiastek człowieczeństwa, to, co sprawiało, że nie byliśmy obojętni na ludzką krzywdę. Bo potem już byliśmy. Dlaczego tak sądzę? Bo mnie nie interesowało, że więźniów właśnie wieszają, mnie obchodziło tylko to, że nie będzie obiadu, gdyż egzekucja odbywała się w czasie pory obiadowej. Nie poruszało mnie to, że kogoś katują, cieszyłem się tym, że tym razem to nie ja. Na trupy patrzyłem pustym, zobojętniałym wzrokiem. To była przecież codzienność, że oni umierali. Ważne, że ja jeszcze żyłem.***

Rozmówcy Sylwii Winnik wspominają swój krótszy lub dłuższy pobyt na Pawiaku, opowiadają o tym, co tam przeżyli, czego byli świadkami, czego się bali lub jak udało im się przetrwać, ale też snują opowieści o swoim dalszym życiu, już po wyjściu z więzienia, zwracając uwagę na to jak wpłynęło ono na ich dalsze losy. Nie ma tu może zbyt wielu dramatycznych scen, wspomnień przeżytych tortur czy opisów morderczych poczynań Niemców, jest za to strach i mnóstwo wątpliwości, poczucie ogromnej pustki, bezradność i niepewność tego, co przyniesie jutro. Jest też w tych wspomnieniach o piekle zgotowanym przez Niemców sporo miejsca na okruchy ludzkiej życzliwości, niepozorne akty ludzkiej odwagi, mnóstwo słów otuchy, które także potrafiły ocalić ludzkie życie, dając iskierki nadziei, których można się było złapać, by móc jakoś przetrwać kolejne dni.

Niewielu jest już świadków tamtych tragicznych wydarzeń, niewielu ludzi, którzy przeżyli piekło Pawiaka, a choć nie ma w tej książce zbyt wielu zaskoczeń, to warto ją poznać, warto pielęgnować w sobie pamięć o tamtych wydarzeniach, o tysiącach zmarłych na Pawiaku więźniach, choćby po to, by to się już nigdy więcej nie powtórzyło. Do tego zresztą nawołują też bohaterowie Sylwii Winnik, podkreślając jak ważne jest to, żeby nie doprowadzić dziś do nawrotu nienawiści w jakiejkolwiek formie, żeby nie pozwolić odrodzić się tak niszczącej sile.

Krzyczałem jako świadek na procesie esesmana, by podkreślić, do czego mogą doprowadzić odradzające się nazizm, faszyzm, rasizm, nacjonalizm, że przecież przez nie powstały obozy koncentracyjne. Ginęli ludzie. W strasznych warunkach. I dziś także krzyczę – jako świadek historii – tym razem do was. Ludzie! Opamiętajcie się, uspokójcie. Ratujcie ten świat przed kolejnymi zbrodniami.****

Czytając tę książkę nieustannie miałam w głowie taką myśl, że koniec końców są to szczęśliwe historie. Każdemu z rozmówców Sylwii Winnik udało się przeżyć, większość po wyjściu z Pawiaka wiodła jeszcze długie, szczęśliwe życie, choć naznaczone oczywiście wydarzeniami wojennymi. Ile jednak było tych dzieci, które trafiając do więzienia, już nigdy z niego nie wychodziły. Ile było dzieci, które urodzone na Pawiaku, nie miały szansy przeżyć. Wreszcie, ile było dzieci, których matki, złapane w ostatnich miesiącach ciąży i poddawane torturom (bo naziści nie szczędzili przecież nawet ciężarnych) nie były w stanie donosić. Mam wrażenie, że to książka też o nich. Dla nich. Że to cichy hołd złożony pomiędzy wersami ku pamięci tych wszystkich, którzy z Pawiaka już nie wyszli, którzy czasem nie mieli czasu i okazji poznać życia poza jego murami.

Sylwia Winnik, Dzieci z Pawiaka, Kraków, Wydawnictwo Znak 2020

*s. 237

**s. 70

***s. 298

***s. 300