Co tu dużo mówić, sytuacja w Polsce i na świecie sprawia, że wszyscy jesteśmy mocno zagubieni. Nawet dorośli nie do końca radzą sobie z epidemią. Jesteśmy zagubieni, boimy się, wielu rzeczy nie rozumiemy. Jak w tym wszystkim mają się odnaleźć nasze dzieci? Jak wytłumaczyć im, że buziaki na dzień dobry z przedszkolną koleżanką to nie najlepszy pomysł, przybijanie piątki też lepiej sobie odpuścić, a większość mijanych na ulicy osób ma zasłoniętą większą część twarzy? Ano tu z pomocą przychodzą książki takie jak ta – Dlaczego nosimy maseczki? w sposób najprostszy z możliwych wyjaśnia czym jest wirus, jak się rozprzestrzenia, a przede wszystkim w jaki sposób niewielkim nakładem pracy możemy choć odrobinę go zastopować. 

Bohaterką książki jest mała Kaja (i towarzyszących jej we wszystkich czynnościach Miś Kuliś) i to z jej pomocą autorka tłumaczy najmłodszym, że wirusy są i były w nami od zawsze, ale też, że choć są maleńkie i ich nie widać, to jednak nie powinniśmy ich lekceważyć. W bardzo prosty sposób Capua pokazuje jak przemieszczają się wirusy, gdzie najbardziej lubią bywać i jak im to przemieszczanie nieco utrudnić. Jak w trudnym czasie chronić nie tylko siebie, ale także naszych najbliższych (zwłaszcza osoby starsze).

Prosty tekst i ilustracje, dużo urozmaicających lekturę okienek, a przede wszystkim temat na topie sprawiły, że mój czterolatek z przyjemnością sięga po tę książkę (i to na tyle często, że przyznaję – na kilka dni ukryłam ją sprytnie w innym miejscu). Każe sobie czytać, sam ogląda obrazki, rozkłada sobie wszystko na czynniki pierwsze i tłumaczy na jeszcze prostszy, swój własny, język. To, co mnie podoba się najbardziej, to fakt, że Ilaria Capua nie demonizuje wirusów, nie straszy nimi, nie robi z Covida cichego zabójcy, a raczej uspokaja dzieci, oswaja je z tematem, sprawia, że ta cała nienormalna sytuacja nabiera choć odrobiny normalności. Ta zaś, jak sądzę, potrzebna jest nie tylko naszym dzieciom.

Ilaria Capua, Dlaczego nosimy maseczki?, Warszawa, Wydawnictwo HarperKids 2020