Choć Kapryśne wróżki nie należą może do najbardziej wychowawczych książek dla dzieci, to jednak nam się bardzo podobały, bo po pierwsze mnóstwo przy nich śmiechu, a po drugie pokazują też, że nie zawsze trzeba być grzecznym i miłym – każdy może mieć gorszy dzień, każdy może nie mieć ochoty czegoś zrobić, każdy może czasem rzucić fochem i to jest w porządku. Dopóki nie zdarza się zbyt często, dopóki zły humor można czymś zwalczyć, dopóki rzucanie fochami jest przeplatane wzorowym zachowaniem, to jest naprawdę w porządku! I zdarza się każdemu, nawet wróżkom.

Bo z całą pewnością wiecie, że w lasach żyją wróżki. Dobre, grzeczne, pomocne stworzonka, którym zależy na tym, by las rósł bujnie, zielono i radośnie. Wróżki, które z przyjemnością podlewają kwiaty, pomagają ślimakom i sprzątają jeżowe bobki. Taka przynajmniej jest większość wróżek. Bo są też takie, które absolutnie, całkowicie, totalnie przeczą temu fantastycznemu obrazowi – są wróżki kapryśnie nóżkami tupiące, noski marszczące, wargi wydymające – coś wam ten obraz przypomina? No właśnie!

Myślę, że niejeden buntowniczy kilkulatek przejrzy się w tej książce jak w lustrze (albo nieco krzywym zwierciadle) i że niejeden rodzic pod postacią kapryśnej wróżki dostrzeże obraz własnego dziecka. Będziecie mogli się razem pośmiać nie tylko z wróżek, ale i trochę z siebie nawzajem i przedyskutować zachowania dobre i te nieco mniej godne pochwały, a także wspólnie przyznać sobie prawo do tego, że od czasu do czasu każdemu należy się dzień marudy. Psssst… uważajcie jednak, bo kapryśne wróżki są doskonałym przysmakiem pewnego okropnego goblina!

Bethan Stevens, Kapryśne wróżki, Warszawa, Wydawnictwo Zielona Sowa 2021