To ostatnio nasz największy hit, a jednocześnie moje największe przekleństwo, bo kilka(naście) razy dziennie (codziennie!) słyszę „mamo, czytaj Binga!”. No więc czytam. I nudzi mi się przeogromnie. I znam już na pamięć. I… chowam go w różnych dziwnych miejscach, tak żeby choć przez chwilę mieć od Binga trochę spokoju, ale niewiele to daje, bo najwidoczniej moje młodsze dziecko ma jakiś dziwny radar, który mu tego Binga pozwala w najdziwniejszych miejscach jednak znaleźć. Cóż… trzeba przetrwać.

Na Małe wielkie rzeczy składają się cztery małe książeczki (takie idealne wręcz do małych rączek). Bing się bawi pokazuje ulubione zabawy króliczka – zabawę w chowanego, berka z własnym cieniem czy huśtanie na huśtawce. Na koniec pada też pytanie o ulubioną zabawę dziecka. Bing mówi to kilka prostych zwrotów używanych przez naszego bohatera, takich jak cześć Flop czy no to ziuuuu!, ale też zwrócenie uwagi na to, by czasem powiedzieć stop zabawie, by załatwić bardzo ważne sprawy! Jakie to sprawy musicie się przekonać sami! Bing kocha to oczywiście pokazanie jego najukochańszych rzeczy – koloru pomarańczowego i ulubionego przysmaku w tym kolorze, uwielbianych aut i ciężarówek oraz najlepszej z przytulanek. Natomiast Przyjaciele Binga to przedstawienie w kilku słowach najbliższych króliczka: zabawnego Pando, roztańczonej Koko, rozkosznego Charliego, uśmiechniętej Suli i oczywiście ukochanej przytulanki – Królisia Tulisia.

Przyznaję, że zwyczajnie nie wiem co takiego jest w tych książeczkach. Nie do końca rozumiem tę przedziwną fascynację mojej córki. Nie ogarniam tej miłości do małego królika, tym bardziej, że na dużym ekranie właściwie go nie oglądamy, ale… miłość jest to przeogromna i choć momentami równie przeogromnie mnie to nudzi, to nie walczę, tylko po prostu, ku jej wielkiej radości, czytam.

Bing. Małe wielkie rzeczy: Bing się bawi, Bing mówi, Bing kocha, Przyjaciele Binga, Warszawa, HarperKids Polska 2021

wpis powstał we współpracy z wydawnictwem HarperKids Polska