Czytadełko

Filmy obejrzane w 2013

1. Step Up 4 Revolution (2012) – reż. Scott Speer

Pewnie nic nie jest w stanie pobić jedynki, nawet najlepsze efekty, ale uparcie będę oglądać każdą kolejną część. Ta okazała się całkiem niezła, pod względem efektów właśnie, no i tańca. Rany boskie, mogę im tylko zazdrościć talentu. Pod względem fabularnym to nic nadzwyczajnego, ale przecież takich filmów nie ogląda się raczej dla fabuły. (8/10)

2. Jak urodzić i nie zwariować (2012) – reż. Kirk Jones

Nie jest to może nic nadzwyczajnego. Ot, taka tam kolejna komedia romantyczna, ale bawi i wzrusza, a tego czasem potrzeba o wiele bardziej niż czegokolwiek innego. Polecam, tym czekającym na dziecko, dopiero je planującym i tym, którzy już są szczęśliwymi rodzicami 🙂 (7/10)

3. Jeszcze dłuższe zaręczyny (2012) – reż. Nicholas Stoller

Generalnie źle nie było, ale po zobaczeniu trailera spodziewałam się czegoś o wiele zabawniejszego. Owszem, były momenty do śmiechu, ale nie tak wiele jakbym się spodziewała, gdzieś w połowie nawet odrobinę zawiało nudą. Z braku laku jednak można oglądnąć. (6/10)

4. Melancholia (2011) – reż. Lars von Trier

Nie mam pojęcia czym tu się zachwycać. Film jest nudny jak flaki z olejem, okrutnie się ciągnie. Oglądnęłam do końca (nooo, odrobinę przewijając to tu, to tam), tylko po to, żeby się przekonać skąd te achy i ochy. Myślałam, że w końcu coś mnie zaskoczy, przyciągnie moją uwagę, cokolwiek, ale niestety… zawiodłam się. Kolejny raz się przekonałam, że nie potrafię zachwycać się tym, czym wszyscy. (1/10)

5. Vincent chce nad morze (2010) – reż. Ralf Huettner

Vincent, cierpiący na zespół Touretta, po śmierci matki, zostaje przez ojca oddany pod opiekę terapeutów. Wraz z Marie-anorektyczką i Alexandrem cierpiącym na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, ucieka z ośrodka, by udać się nad morze. Tam, gdzie jego matka zawsze chciała wrócić i gdzie przeżyła najlepsze chwile swojego życia. Bardzo dobry film, warto poświęcić mu trochę uwagi. Momentami zabawny, momentami wzruszający. Odrobinę przypominał mi Rain Mana ze względu na motyw drogi. (9/10)

6. I że cię nie opuszczę (2012) – reż. Michael Sucsy

Dwójka lubianych przeze mnie aktorów, dobry pomysł na fabułę, powstały na kanwie prawdziwej historii. Romantyczna, wzruszająca historia, więc biorąc pod uwagę to, jak łatwo wywołać u mnie łzy, powinnam siedzieć i ryczeć, a ja tego jakoś nie kupiłam. Czegoś mi tu zabrakło, jakoś słabo to zrealizowane, nie czułam emocji bohaterów. Szkoda, spodziewałam się czegoś lepszego. (6/10)

7. Życie Pi (2012) – reż. Ang Lee

Dawno już nie wyczekiwałam tak żadnej premiery. No i właśnie… było ok. Wierne odwzorowanie książki, świetne efekty specjalne, wszystko niby picuś glancuś, a jednak zabrakło mi czegoś takiego łał. Czegoś, co sprawiłoby, że wyszłabym z kina zachwycona. Nie wyszłam, było ok, ale bez rewelacji. Co oczywiście nie znaczy, że żałuję pójścia na ten film do kina. Nie żałuję absolutnie. (8/10)

8. Królewna Śnieżka i Łowca (2012) – reż. Rupert Sanders

Piękna scenografia, świetna muzyka, interesująca alternatywa dla oryginalnej historii o Śnieżce, całkiem niezła Charlize Theron w roli Złej Królowej. Tyle z plusów. Właściwie mogłyby one nawet przeważyć szalę. Ale po zobaczeniu tego filmu chodziło mi po głowie tylko jedno pytanie: kto, kuźwa, wziął do głównej roli tak strasznie, przestrasznie beznadziejną aktorkę, która przez cały czas wygląda jakby zaraz miała zwymiotować?! Naprawdę, jest tyle świetnych aktorek. Tyle aktorek o wiele bardziej pasujących, chociażby wizualnie, do roli pięknej Śnieżki, a twórcy zdecydowali się na Kristen Stewart z wiecznie otwartą gębą. Można tylko załamać ręce. Niestety, ale to głównie ona zepsuła cały ten film, odebrała mu cały potencjał, jaki w sobie nosił. Szkoda… Chociaż, z drugiej strony, nieźle uśmialiśmy ;))

A już abstrahując od całej reszty… Śnieżka piękniejsza od Królowej? Z tymi aktorkami?! Seriooo?! :// (5/10)

9. Wojownik (2011) – reż. Gavin O’Connor

Ooooch jak mi się podobało. I przy ocenie wcale nie dodałam gwiazdek za Hardy’ego, jak twierdzi M., choć pewnie gdyby nie on, to… Nie no, myślę, że podobałoby mi się tak samo. Świetna fabuła, połączenie wątku dwóch walczących, skłóconych ze sobą braci, ucieczki z wojska jednego z nich i alkoholizmu ich ojca dało niezwykły efekt. A świetne aktorstwo panów obsadzonych w głównych rolach jeszcze go spotęgowało. Polecam, polecam, polecam! (9/10)

10. Kochanice króla (2008) – reż. Justin Chadwick

Przyjemny dla oka (uwielbiam filmy kostiumowe) i zdecydowanie wciągający. Choć nie wiem czy zdecydowałabym się na oglądnięcie tego drugi raz. W każdym razie zachęciło mnie do większego zagłębienia się w historię Tudorów, która do tej pory zupełnie mnie nie interesowała, to chyba też dobrze świadczy o wartości? ;)) (7/10)

11. Paperman (2012) – reż. John Kahrs

Krótkometrażowy, więc nie wiem czy mogę go ująć w tym spisie, ale nie ująć też bym nie mogła, bo jest cudny. Romantyczny, uroczy, słodki i wzruszający. Polecam, bo to tylko kilka minut, a warto zobaczyć. (8/10)

12. Mroczne cienie (2012) – reż. Tim Burton

Po tak świetnych aktorach i takim reżyserze spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. A wypadło bladziutko jak buzia Deepa. Generalnie… szału nie ma, dupy nie urywa, ale obejrzeć można ;)) (6/10)

13., 14. i 15. Transformers (2007)Transformers: Zemsta upadłych (2009)Tranformers 3 (2011) – reż. Michael Bay

Nie jestem fanką robotów wszelakich, czy to w filmach czy w książkach. Na filmy jednak namówił mnie M., i ku jego uciesze, mnie wciągnęłam się. Na tyle, że chciałam obejrzeć i drugą i trzecią część. Ciekawa fabuła, fajne efekty, żałowałam tylko, że w trójce zmienili aktorkę, bo choć pokazywanie ślicznej buzi Megan Fox tylko dlatego, że jest śliczna, strasznie drażniło, to Rosie Huntington-Whiteley z wiecznie otwartą gęba drażniła jeszcze bardziej ;). (wszystkie trzy: 7/10) 

16. Dwoje do poprawki (2012) – reż. David Frankel

Myślę, że to dobry film, choć zrobili mu chyba krzywdę zaliczając go do komedii, bo kilka zabawnych momentów jeszcze komedii z niczego nie czyni. W każdym razie, moim zdaniem wyszło nieźle, a twórcom chyba dość realistyczne udało się ukazać to, co się dzieje z większością małżeństw kilkadziesiąt lat po ślubie. No i Meryl… jak zawsze urocza ;)) (7/10)

17. Przyjaciel do końca świata (2012) – reż. Lorene Scafaria

…ciągnie się jak makaron. W dodatku rozgotowany i niesmaczny. Niestety, straszna słabizna. Film nudny, rozwleczony, zupełnie nieśmieszny, w dodatku wiecznie skrzywiona Knightley drażniła niemiłosiernie. Po godzinie mieliśmy z M. zupełnie dosyć, ale skoro już zaczęliśmy, to chciałam dokończyć, spodziewając się… sama nie wiem czego. Może chociaż zaskakującego zakończenia? Nie polecam, bo to strata czasu. (2/10)

18. Przepis na miłość (2010) – reż. Jean-Pierre Améris

Jeśli do tej pory wydawało mi się, że jestem nieśmiała, to teraz stwierdzam, że jestem najbardziej pewnym siebie człowiekiem na świecie, serio ;)). Ogólnie jest lekko, słodko, jest trochę miłości i dużo czekolady. Na leniwe południe w sam raz. (6/10)

19. Stop Loss (2008) – reż. Kimberly Peirce

To mogłoby być naprawdę dobre ukazanie tego, co się dzieje z człowiekiem po powrocie z wojny, przedstawione na kilku przykładach. Jest tu więc zarówno pokazana chęć powrotu, gdy człowiek nie potrafi się odnaleźć w tak zwanym normalnym życiu, pragnienie ucieczki od dalszej służby, objawy agresji, popadanie w pijaństwo. Niestety, aktorstwo totalnie leży i kwiczy i to na tyle, że niektóre sceny zamiast wzruszać, wywołują pusty śmiech. Szkoda. (6/10)

20. Bękarty wojny (2009) – reż. Quentin Tarantino, Eli Roth

Flaki z olejem umaczane w krwi. Początkowo jeszcze staram się skupić, im dalej tym bardziej ulatywały mi myśli. Nie podobało mi się. (1/10)

21. Odrobina nieba (2011) – reż. Nicolle Kassell

Myślałam, że to film taki zupełnie w moich klimatach. Dodatkowo uwielbiam Kate Hudson, ale… coś nie zagrało. Całość jakaś taka miałka, nawet się za bardzo nie wzruszyłam, a na filmach tego typu zawsze beczę jak głupia. (6/10)

22. Kobieta w czerni (2012) – reż. James Watkins

Czytałam książkę, więc kwestią czasu było zobaczenie filmu. Na tle książki wypada dużo lepiej. Napięcie mocno trzyma i chociaż teoretycznie nie ma tu nic aż tak strasznego, to jednak wiele razy chowałam się za plecami M. No cóż ;)) (7/10)

23. ParaNorman (2012) – reż. Chris Butler, Sam Fell

Przyjemna animacja. (7/10)

24. Zanim odejdą wody (2010) – reż. Todd Phillips

Głupkowate t oto, ale nawet zabawne. A nawet jakby nie było zabawne, to i tak przyjemnie, bo przynajmniej na Downey’a Jr. ;). Za to Galifianakis… no cóż, on się idealnie sprawdza w takich debilnych rolach, nie potrafię go już sobie chyba wyobrazić w niczym poważnym, ale przyznać trzeba, że w tym jak gra jest genialny. (6/10)

25. Poradnik pozytywnego myślenia (2012) – reż. David O. Russell

Od początku oglądaliśmy to z M. z nieustannym zdziwieniem. Bardzo się staraliśmy nie porównywać filmu z książką, ale naprawdę się nie dało i niestety na tle książki film wypada strasznie. Potem zaczęliśmy się zastanawiać skąd te nominacja do Oskara, dochodząc do wniosku, że chyba tylko za aktorstwo, bo trzeba przyznać, że aktorzy faktycznie starali się jak tylko mogli. Dobrą historię udało się twórcom spłycić do granic możliwości i zamienić na miałką historię miłosną. Brawo, naprawdę… (5/10)

26. Asterix i Obelix: W służbie jej królewskiej mości (2012) – reż. Laurent Tirard

Co to kuźwa było?! Oglądałam poprzednie części i naprawdę mi się podobały, może nie były niczym wielkim, ale można się było pośmiać. Tu śmiać się nie ma z czego, chyba, że z żałosnego poziomu. Szkoda czasu. (1/10)

27. Incepcja (2010) – reż. Christopher Nolan

Co jest jawą, a co snem? Bardzo dobry film, ooooj zrył mi głowę, zrył ;)) (8/10)

28. Królewna Śnieżka (2012) – reż. Tarsem Singh

Swego czasu chciałam iść na ten film do kina… i nawet nie umiem określić jak bardzo się cieszę, że tego nie zrobiłam, bo nie wybaczyłabym sobie wydania kasy na coś tak durnego. Sztuczność goni sztuczność, ani to śmieszne, ani straszne, ani… nie wiem. Nijaki okrutnie ten film. I durnowaty przez większość czasu. Plus za Roberts, która jakoś go tam ciągnie do góry, ale niestety sama nie daje rady. (3/10)

29. Drogówka (2013) – reż. Wojciech Smarzowski

No i kolejny raz okazuje się, że jak wszyscy się jarają, to ja nie mam się czym jarać. Rozumiem, że przerysowanie jest jedną z cech produkcji Smarzowskiego, ale chyba nie do końca mi do odpowiada. I dawno, naprawdę dawno, nie widziałam w żadnym filmie aż tak przedmiotowego traktowania kobiet. A poza tym… nuuudy, panie, nudy. Oglądaliśmy do końca, bo mieliśmy nadzieję, że się rozkręci, no cóż. Zawsze w takich momentach szukam, czytam, staram się zrozumieć, co na innych zrobiło aż tak wielkie wrażenie… W tym przypadku nie wiem, no nie wiem naprawdę. (3/10)

30. Gangster Squad. Pogromcy mafii (2013) – reż. Ruben Fleischer

Miła dla oka scenografia, miła dla ucha muzyka, aktorzy całkiem nieźli, ogólnie wszystko picuś glancuś, oglądnąć można, choć jakiegoś większego szału nie było. (6/10)

31. Stoker (2013) – reż. Chan-wook Park

Dziwny, psychodeliczny, niepokojący. Z gatunku tych, które ogląda się z niesłabnącą ciekawością i ciarkami przechodzącymi po plecach, zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi i coraz szerzej otwierając gębę, gdy wszystko zaczyna się łączyć i wyjaśniać. (7/10)

32. Oz Wielki i Potężny (2013) – reż. Sam Raimi

Spodziewałam się czegoś dużo lepszego, ale też napalałam się jak ta durna, więc to może przez to. Ogólnie to dość przyjemna w oglądaniu bajka, ciekawa jestem jak wyglądała przy efektach 3D :)) (7/10)

33. Temple Grandin (2010) – reż. Mick Jackson

Claire Danes w roli Temple jest po prostu genialna. Warto też zwrócić uwagę na jej matkę (w tej roli Julia Ormond). Kwestia uboju zwierząt i ich hodowli w ogóle potraktowana bardzo dojrzale, dająca naprawdę dużo do myślenia. I ukazanie osoby autystycznej nie jako kogoś gorszego, ale człowieka, który mimo pewnych niepełnosprawności też może naprawdę wiele osiągnąć. (9/10)

34. Wiecznie żywy (2013) – reż. Jonathan Levine

Myślący, zakochany zombi, w którym nagle zaczyna bić serduszko na widok fajnej blondynki? Chyba nie do końca mnie to przekonuje. (5/10)

35. Blue Jasmin (2013) – reż. Woody Allen

Uśmiałam się, momentami do łez, choć w zasadzie to naprawdę smutny film. Jak mało wiemy, o tych, których kochamy i którym ufamy, jak mało czasem chcemy wiedzieć, bo niby po co? (8/10)

36. Annie Hall (1977) – reż. Woody Allen

(6/10)

37. Co nas kręci, co nas podnieca (2009) – reż. Woody Allen

Głupiutki podlotek i stary, stetryczały, zrzędliwy dziad, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy… to przecież nie może się udać ;)). Co do samych wrażeń to niby wszystko spoko, fajnie, niby się trochę momentami pośmiałam, ale pod koniec zdecydowanie zaczęło mi się dłuużyć. (6/10)

38. Millerowie (2013) – reż. Rawson Marshall Thurber

Zajebista komedia. Naprawdę. Bez głupich żartów, bez opierania się na utartych schematach. Jest miło, momentami rodzinnie i ciepło, przyjemnie i zabawnie. Z chęcią obejrzę to jeszcze raz. (8/10)

39. Kick-Ass (2010) – reż. Matthew Vaughn

Obejrzeliśmy, bo chcieliśmy się wybrać do kina na drugą część… Matkobosko, jak dobrze, że tego nie zrobiliśmy, bo ogromnie żałowałabym wydanych pieniędzy! Nie wiem za co te peany, za co nagrody i nominacje, bo to naprawdę strasznie denny film. (2/10)

40. Bogowie ulicy (2012) – reż. David Ayer

Słabiutki. Nudniutki. Obejrzałam do końca, bo na filmwebie przeczytałam, że przez ostatnie 10-15 minut coś się dzieje. Faktycznie. Niestety, 15-minutowy fragment filmu nie jest w stanie uratować prawie dwóch godzin całości. (3/10)

41. Gorący towar (2013) – reż. Katie Dippold

Byłam pewna, że duet Bullock&McCarthy zagwarantuje mi dwie godziny dobrej zabawy. Nie. Nie tym razem. Poza kilkoma zabawnymi momentami i oczywiście rozklejającym, choć mega hollywodzkim zakończeniem nic mnie nie ruszyło. Szkoda. Bo to mógł być fajny film. A wyszedł film ze zmarnowanym potencjałem. (5/10)

42. Krudowie (2013) – reż. Chris Sanders, Kirk De Micco

(8/10)

43. Iron Man 3 (2013) – reż. Shane Black

(7/10)

44. Django (2012) – reż. Quentin Tarantino

Krew i latające flaki, wiadomo… Tego się spodziewałam. Ale, o dziwo, spodobało mi się! Dobry temat, świetna obsada (mimo całej mojej niechęci do DiCaprio przyznać mu trzeba, że grać to on potrafi, a im starszy, tym lepszy), wypasiona scenografia. Może tylko całość odrobinę bym skróciła, bo prawie trzy godziny to zbyt wiele, nawet dla najlepszych filmów i były momenty dłużyzn, ale całość bardzo na plus. (7/10)

45. Thor: Mroczny świat (2013) – reż. Alan Taylor

(7/10)

46. Smak curry (2013) – reż. Ritesh Batra

(8/10)

47. Big Love (2012) – reż. Barbara Białowąs

(8/10)

48. Jestem na tak (2008) – reż. Peyton Reed

Co prawda Jim Carrey wywołuje u mnie różne dziwne, na ogół niezbyt pożądane odruchy, ale przyznać trzeba, że Jestem na tak to całkiem przyjemny film, choć może nieco głupiutki w niektórych momentach. Były chwile, że gdzieś tam nawet parsknęłam śmiechem, a to już przecież duży plus. A mój ból związany z oglądaniem Carreya przez prawie dwie godziny nieco złagodziła śliczna buzia Zooey Deschanel ;)). (6/10)

49. Mały Manhattan (2005) – reż. Mark Levin

(7/10)

50. Notting Hill (1999) – reż. Roger Michell

(8/10)

51. Sabrina (1954) – reż. Billy Wilder

(7/10)

52. Księżniczka i żaba (2009) – reż. Ron Clements, John Musker

(8/10)

53. Hobbit: Niezwykła podróż (2012) – reż. Peter Jackson

(8/10)

54. 17 Again (2009) – reż. Burr Steers

(8/10)

55. This is it (2009) – reż. Kenny Ortega

(7/10)

56. W pierścieniu ognia (2013) – reż. Francis Lawrence

(8/10)

Reklamy
Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
close-alt close collapse comment ellipsis expand gallery heart lock menu next pinned previous reply search share star